Nie czuję się w Polsce szczęśliwy. I nie ma to wbrew pozorom związku z bandyckim rządem III RP, który okupuje te ziemie.
Jakiś czas temu poczułem, że chciałbym spędzić życie na podróżowaniu. Potem obejrzałem całe ‘Boso przez świat’ W. Cejrowskiego, przeczytałem jego książki i tak mi zostało.
Tydzień temu byłem na 9-dniowym obozie w Bułgarii. To był mój drugi pobyt za granicą, a pierwszy tak długi. Wcześniej byłem tylko na słowackim basenie.
Tam jakoś czułem, że żyję. Gdy wracałem, poczułem jakie to nudne, gdy wszystkie napisy są po polsku i je rozumiem. Jakie to cholernie smutne, gdy zakupy w sklepie to żadne wyzwanie, nie ma bariery językowej i związanych z tym śmiesznych sytuacji.
Widzę te drzewa i zwierzęta już od urodzenia, Polska mi się znudziła.
[koty mogą być, mam na myśli raczej komary, których nie ma w Bułgarii]
Kilka lat temu, gdy byłem głupim dzieciakiem, strasznie lubiłem ten swój komputer. Właściwie nie zależało mi na niczym innym, jak tylko na tym, żeby jak najdłużej przy nim siedzieć.
Teraz nie mam problemów z siedzeniem cały czas i dopiero widzę, jakie to bez sensu.
Chciałbym zwiedzić najpierw Europę Wschodnią, byłe ZSRR. Jechać w ciemno i w najgorszym razie spać pod namiotem.
Nie ma z kim, a myśl o samotnej podróży jednak mnie nie kręci.
Jeszcze niedawno zastanawiałem się, jak to będzie: czy uda mi się zarobić na jakiś fajny domek, czy uda mi się utrzymać żonę itd. Teraz jakoś mi na tym nie zależy. Fajna żona mogłaby być (albo nawet jest konieczna!), ale gdzieś razem ze mną w Ameryce Południowej.
Mam jeszcze trzy tygodnie wakacji i wydaje mi się, że je po prostu przepierdolę. Nawet dużo nie poimprezuję, może kilka razy, bo nie ma gdzie, bo może znam za mało osób [i może nie chcę na siłę poznawać nowych, wolę to robić raczej przy okazji].
Chujowy humor, smętna notka.